Tak to jest z tym czasem, że ani się obejrzysz a mija ponad dwa miesiące od opublikowania ostatniego posta. Sporo zostało przejedzone a tymczasem na blogu tylko kurz i kłębki słomy jak w westernach. Do zmiany stanu rzeczy zmotywowała mnie restauracja, w której w ostatnich miesiącach bywałam najczęściej. Swego czasu obiecywałam na fejsie wpis o tym miejscu, trochę mi się jednak przeciągnęło to "wkrótce". Niemniej jednak oto jest, dzisiaj post o Samych Swoich!
Restauracja istnieje niewiele ponad rok, została otwarta w listopadzie 2014 roku. Ja pierwszy raz znalazłam się w niej całkiem przypadkiem, kiedy zgłodnieliśmy podczas letniego spaceru na starym mieście. Nie słyszałam wcześniej o tym miejscu, daliśmy mu szansę spontanicznie oceniając menu wystawione przed wejściem. Szansa ta okazała się wykorzystana w stu procentach i zaoowocowała nową ulubioną miejscówką na mojej jedzeniowej mapie. Ówczesne pierwsze, pozytywne wrażenie utrzymuje się u mnie za każdym razem kiedy do nich wracam.
Sami Swoi serwują polskie, swojskie i przede wszystkim pyszne jedzenie. Jest to idealna opcja jeśli akurat nie chce Wam się gotować w domu, a nie macie ochoty na wymyślne potrawy. Nie znajdziecie tam nic wykwintnego, ale napewno nie wyjdziecie zawiedzeni.